„Rozkaz wymarszu” – recenzja książki
„Rozkaz wymarszu” Leo Kesslera, druga część zbeletryzowanej historii żołnierza Batalionu Szturmowego Waffen-SS „Wotan”, przenosi czytelnika w scenerię walk pod Dieppe, gdzie w sierpniu1942 r. Alianci wykonali desant na francuskiej ziemi. Desant, który do dziś budzi dużo kontrowersji. Ta duża i skomplikowana operacja nie była jednak próbą utworzenia drugiego frontu. Służyła właściwie... nie wiadomo czemu. Historycy do dziś spekulują, czy była to próba generalna przed Normandią, czy akt desperacji politycznej, mającej wpłynąć na Stalina. Są również inne, mniej popularne koncepcje. Oczywiście Leo Kessler umieszcza batalion „Wotan” w samym centrum wydarzeń.

Nad Dieppe panują dwie wielkie baterie nadbrzeżne. Ich obecność czyni desant trudnym i niebezpiecznym. Alianci muszą wyeliminować baterie z walki. Niemcy wiedzą o planowanym desancie. I tu zaczyna się przekombinowana intryga. Niemcy planują pozwolić aliantom na zniszczenie jednej z baterii – niejako „na zachętę”. Natomiast druga jest im potrzebna do zniszczenia wrogich środków odwrotu. Postanawiają więc zdecydowanie jej bronić, ale nie wzmacniają załogi baterii, aby nie wywołać podejrzeń Brytyjczyków. Lokują natomiast kilka kilometrów od baterii ośrodek szkoleniowo-garnizonowy Batalionu Szturmowego Waffen-SS „Wotan”. SS-mani, na wieść o rozpoczęciu desantu, mają wzmocnić jej załogę.
Oczywiście w chwili lądowania aliantów wszystko się komplikuje, a problemy się nawarstwiają. W książce nie zabrakło całego kalejdoskopu wojskowych zachowań. Jest tępe zupactwo oficerów, odwaga i zbędne ryzyko rekrutów. Wojskowy profesjonalizm zderzony z kompletnym dyletanctwem. Braterstwo broni oraz typowa wojskowa fala. Oczywiście nie mogło zabraknąć taniego heroizmu i przesadnego bohaterstwa.
Akcję książki ratują postacie dwóch weteranów. Znani z „Batalionu pancernego” sierżant Schulze i kapral Matz, odmienieni przez lata wojny, zwłaszcza przez walki na wschodzie, niewiele przypominają świeżo opierzonych rekrutów z poprzedniej książki. Twardsi niż stal Kruppa nie boją się ani aliantów, ani towarzyszy broni. Nie boją się nawet swoich przełożonych. Przed ich zdecydowaniem, determinacją, odwagą i kunsztem wojennym cofają się alianccy komandosi, żołdactwo Deutsches Afrikakorps, złośliwy feldfebel, a nawet potężna burdelmama.
W Waffen-SS poraża kult ślepego posłuszeństwa i bezlitosnej, brutalnej siły. Jedynymi wyjątkami są nasi bohaterowie i major Kuno von Dodenburg. Wyraźnie gardzą Hitlerem i wyższym dowództwem, podkreślając to przy każdej okazji. Zaliczają się do nielicznych wyjątków wśród bandy nazistowskich sadystów, składających się na kadrę Batalionu Szturmowego Waffen-SS „Wotan”.
„Rozkaz wymarszu” opowiada także historię odtwarzania batalionu „Wotan” i szkolenia świeżych rekrutów, mających zastąpić poległych podczas krwawych walk na wschodzie. Szczególnie sarkastycznego znaczenia nabierają w tym kontekście słowa Geiera, teraz już pułkownika, z części pierwszej. Fanatyczny dowódca batalionu „Wotan” także teraz popisuje się typowym wojskowym krasomówstwem: „(...) należycie do Batalionu Szturmowego „Wotan”, a tu zwyczajem jest, że sposób śmierci żołnierzy nie może stanowić ujmy na honorze oddziału.”
Trudno określić, czy „Rozkaz wymarszu” jest książką pronazistowską, czy piętnującą SS. SS-mani faktycznie są tu imponujący, sprawiają wrażenie nadludzi i herosów z Sag Północy. Budzą podziw i szacunek. Jednocześnie jednak są odrażający i odpychający. Ich mentalność, zachowanie i sposób życia jest wstrętny i skłania do pytania: „Wielkość? Ale za jaką cenę?”. Jaki obraz przedstawia więc „Rozkaz wymarszu”? To już zagadka dla czytelników. Być może odpowiedź na to pytanie dla każdego będzie inna.
Michał Majewski
Ocena:
Autor: Leo Kessler
Tytuł: Rozkaz wymarszu
Wydawca: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 280
Oprawa: miękka
Cena: 28 zł
Dziękujemy
Instytutowi Wydawniczemu Erica za przekazanie egzemplarza książki do recenzji.